Głowica RTG





Pewnego razu udało mi się kupić na allegro głowicę RTG (prawdopodobnie od jakiegoś skanera, lub miernika gęstości). Urządzenie zawiera w jednej puszce lampę RTG, powielacz wysokiego napięcia i transformator wysokiego napięcia zasilający ten powielacz. Wszystkie wymienione elementy obłożone są ołowiem i zalane olejem. Taka konfiguracja pozwoliła uniknąć złącz i przewodów WN (maksymalne napięcie anodowe to 100kV), dodatkowo mamy zapewnione chłodzenie. Nic tylko się cieszyć i podłączać. Tak też zrobiłem, dodatkowo dobudowałem sterowanie w celu ułatwienia sobie późniejszego wykonywania zdjęć (bo z takim zamiarem urządzenie kupiłem). A więc moja elektronika ma zapewnić minimum bezpieczeństwa użytkownika, pozwalając bezpiecznie załączyć głowicę na określony czas, i oddalić się dostatecznie daleko zanim wiązka zostanie załączona. Na panelu oprócz wyświetlacza LED pokazującego czas do końca ekspozycji umieszczone są również dwa wychyłowe wskaźniki pokazujące nastawione i aktualne napięcie i prąd lampy. Odczyt przełączany jest przełącznikiem dźwigienkowym poniżej. Po uzbrojeniu urządzenia i wciśnięciu przycisku "START" w ciągu 5 sekund powinniśmy się oddalić, o zbliżającym się załączeniu informuje sygnał dźwiękowy o zwiększającej się częstotliwości. Po załączeniu głowicy sygnał ma stałą częstotliwość 1Hz i informuje o trwającej ekspozycji. Dodatkowa czerwona lampka umieszczona na górze urządzenia przydaje się przy wymianie papieru fotograficznego w kasecie z folią wzmacniającą. Radość z używania niestety nie trwała zbyt długo, po kilku próbach okazało się, że promieniowanie jest bardzo miękkie a wskaźnik napięcia pokazuje tylko 30kV napięcia na lampie. Nie było wyjścia jak tylko rozkręcić głowicę (sprawdzenie prądu transformatora WN sugerowało zwarcie). Na moje nieszczęście uszkodzony był powielacz, zalany twardą żywicą epoksydową. Jedyne co przychodziło mi do głowy to grzanie całej kostki powielacza w oleju i powolne odłupywanie żywicy (pod wpływem temperatury wyraźnie mięknie). Efekt "dłubania" widać na jednym zdjęć - udało się odzyskać powielacz, a uszkodzony okazał się ostatni kondensator (widać było ślady po wyładowaniach na jego powierzchni i głębokie wypalenia na ich końcach). Po załataniu powielacza pojawił się kolejny problem - czym i jak zalać powielacz, żeby przy kolejnej awarii dało się go łatwo wyciągnąć. Wybór padł na zalewę silikonową POLASTOSIL M2000. Obawiałem się o reakcję zalewy na olej transformatorowy, ale życie pokazało, że nic się jej nie dzieje. Zalewanie przeprowadziłem pod kloszem próżniowym (opis kiedys pojawi się na stronie), dodatkowo powielacz włożony był w pudełko z poliwęglanu wykonane na wymiar. Zalany powielacz wraz z resztą elementów głowicy widać na jednym ze zdjęć. Pierwsze próby na niskim napięciu (50kV) wypadły pozytywnie, jednak po złożeniu całości problemy znów dały o sobie znać - sporadyczne przebicia wewnątrz głowicy trudne do zlokalizowania. Zacząłem podejrzewać olej którym zalana była puszka, próbowałem go odgazować pod kloszem próżniowym ale bezskutecznie - kolejne zalewania głowicy i próby kończyły się przebiciami. Zaryzykowałem i kupiłem 5l nowego oleju transformatorowego - zadziałało, i na razie nie zapeszając działa (po kilku godzinach pracy). W galerii można zobaczyć skany zdjęć jakie wykonałem na papierze fotograficznym.



Galeria zdjęć:






Zdjęcia RTG: